Informacje

Znajdziecie nas także na: FANFICTION.NET oraz FACEBOOKu.

piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 9. SECRET SEX

Kolejny piąteczek, kolejny rozdział!
Dzisiaj jednak będzie źle, niesmacznie i ogólnie tragedia. Zatem – by nikt nam nie zarzucił gorszenia małoletnich – rozdział ten, a szczególnie końcówka, jest dedykowany TYLKO pełnoletnim czytelnikom!
Aczkolwiek zdajemy sobie sprawę, że zignorujecie nasze ostrzeżenia, zignorujecie tę wielką, czerwoną osiemnastkę i tak przeczytacie ten rozdział z wypiekami na twarzach! Wszelkie zażalenia prosimy pisać w komentarzach pod rozdziałem.
Miłego zgorszenia!

Dajcie lajka!



– Kochaneczko, pójdziesz obudzić Draco? – spytała Molly, robiąc śniadanie dla swoich dzieci i gości.
– Jasne, proszę pani – odpowiedziała uprzejmie Judith i pobiegła do pokoju, nie zważając na szyderczy śmiech Harry’ego. Jednak chłopaka nie było w sypialni, w której miał spać. Poszła szukać dalej  znalazła go dopiero dwa pomieszczenia dalej. Chłopak spał z przytulonym do jego pleców Ronem, który radośnie mruczał przez sen.
– Draco, już mnie zdradzasz?! – zawołała, a na jej krzyk chłopacy się obudzili i z obrzydzeniem zerwali się z łóżka.
– Co ty tutaj robisz?! – pisnął Ron, zakrywając wyraźne wybrzuszenie w bieliźnie.
– Potter chrapie jak gnom! Nie wiedziałem, że będziesz mnie obmacywał!
– Wcale cię nie obmacywałem!
– Ktoś tu lubi Ślizgonów – powiedziała Judith z pogardą i objęła Dracona. – Ale ten Ślizgon jest mój! I lepiej trzymaj się od niego z daleka, jeśli nie chcesz mieć połamanych rączek! A teraz chodźmy na śniadanie.
– Idź, Ron, ja muszę porozmawiać z moją DZIEWCZYNĄ – stwierdził Malfoy, wyrzucając rudzielca zza drzwi. – Strasznie mnie podnieciła twoja zaborczość – wymruczał do dziewczyny i rzucił ją na łóżko.
– Najpierw Ron, potem ja, wstydu nie masz – stwierdziła Judith, ale Draco skutecznie ją uciszył.
– To jakie jest to moje zadanie specjalne? – spytała ze znudzeniem Sophie, przekroczywszy próg rozgłośni. Była bardzo zakatarzona, bardzo śpiąca, a w dodatku jej plecy były niebieskie!
– Przeprowadzisz wywiad ze specjalnym gościem! – Uśmiechnął się Jordan i wskazał na mężczyznę, który co chwila pociągał z piersiówki i ledwo mógł utrzymać się na krześle. Nie miał jednej ręki, a jego prawe oko dziwnie się obracało. Sophie nie miała pojęcia, kto to jest, ale usiadła na krześle i zaczęła czytać:
– Witamy w cyklu „Przyjaciół Pottera”! Jordan, na Merlina, nie mogłeś wymyślić głupszej nazwy? – wymamrotała, ale widząc jego spojrzenie, zamilkła.
– W tej audycji będziemy przeprowadzać wywiady z przyjaciółmi Pottera i członkami pewnej organizacji! – kontynuował Lee.
– Bla bla bla… W każdym razie dzisiaj w studiu poznamy Kapitana Haka! – oświadczyła z szerokim uśmiechem Meyers. Jordan z mordem w oczach zdjął słuchawki – najpierw swoje, a później Sophie.
– TO SZLANOOKI MOODY! SŁYNNY AUROR I NASZ BYŁY NAUCZYCIEL OD OBRONY PRZED CZARNĄ MAGIĄ!
– I to ma być to zadanie specjalne? – Skrzywiła się dziewczyna. – Uspokój się, bo ci żyłka pęknie. Chyba powinniśmy wymyślić mu pseudonim, skoro ta wasza SUPER WAŻNA ORGANIZACJA – powiedziała pogardliwie – JEST TAJNA!
– W sumie to masz rację – przyznał niechętnie Lee.
– Nie chce nazywać się Kapitan Hak! – Czknął Moody.
– Proszę cię, jakbyś miał coś do gadania! – wymamrotała Sophie wprost do mikrofonu. Nie kojarzyła tego gościa – on uczył w Hogwarcie?!
– To dziewczyna diabła, a to wiele wyjaśnia – skomentował cierpko Lee, ale także zajął po chwili swoje stanowisko.
– To co tam słychać? – spytała obojętnie Sophie.
– Sprzeciwiamy się śmierciożercom, próbujemy ochronić mugoli…
– NUDY! – krzyknęła Meyers, uderzając pięścią w stół. – Jak tam twoje życie prywatne?
– ŻE CO?!
– No wiesz, masz jakąś laskę? Z takim hakiem chyba trudno zrobić palcówkę? – mruknęła, a Jordan schował twarz w rękach.
– TY! TY…– Moody aż zaczął pluć z irytacji. 
– Już wiem, kim jesteś! Jak byłeś w Hogwarcie, to uganiałeś się za profesor Sprout! – zawołała Sophie tak radośnie, jakby Boże Narodzenie miało nadejść wcześniej.
– TY IDIOTKO, TO NIE BYŁEM JA!
– I rzucałeś Zaklęcia Niewybaczalne! Jesteś niedobry!
– Głupia dziewczyno, ile razy mam mówić, że to nie ja?
– Jasne, panie jedno oko na Maroko! – skomentowała inteligentnie Sophie.
– COŚ TY POWIEDZIAŁA?! – warknął Moody i gwałtownie zeskoczył ze swojego stołka – po czym chwycił taboret i zaczął nim wymachiwać niebezpiecznie blisko głowy Meyers. Lee zaśmiał się nerwowo.
– TO CHYBA KONIEC NA DZISIAJ! – wrzasnął do mikrofonu i odciągnął Sophie na bok – być może jej śmierć nie byłaby wielką stratą dla magicznego świata, ale cóż, obawiał się, że Fred nie byłby zbyt zadowolony, gdyby jego dziewczyna umarła w studiu!
Po upojnie spędzonej chwili – niestety zbyt krótkiej – Judith i Draco zeszli na dół. 
– Co tak śmierdzi – mruknął Malfoy, ale Rhodes dźgnęła go łokciem w żebro.
– Mam dla was śniadanko, kochaneczki! – Uśmiechnęła się Molly Weasley i postawiła przed nimi jajecznicę. Ronald chyba za bardzo nie miał apetytu, bo tylko dziwnie wpatrywał się w Malfoya.
– Co on tutaj w ogóle robi? – burknął.
– Ronaldzie, bądź grzeczny! Dracona wyrzucili z domu! Walczył przeciwko Sami-wiecie-komu! Należy mu się porządne śniadanie! – stwierdziła pani Weasley, szczypiąc chłopaka w mizerny policzek.
– Wiemy, że wolałbyś Blaise’a, ale cóż… Jest zajęty waszym innym bratem! – Uśmiechnął się złośliwie Draco.
– Przyszły do was wyniki SUMów – mruknęła Ginny. Niezbyt dobrze wspominała ostatnią noc, szczególnie że koty Judith zajmowały całą przestrzeń i musiała spać na Panu Wąsiku, który ją boleśnie podrapał!
– Jeszcze po prawej! – powiedział tubalnym głosem Voldemort. Severus Snape stał ze skrzywioną miną i smarował pryszcze Toma Riddle’a srebrnym eliksirem, który przed chwilą uwarzył  i który niemiłosiernie śmierdział.
– Dzisiaj masz znaleźć te dzieciaki!
– Och, nie, ja się nigdzie nie wybieram! Błagam, Czarny Panie! Zleć to zadanie komuś innemu! Proszę! Niech jej ojciec jej poszuka! – zawołał Snape i z obrzydzeniem dotknął wielkiego, ropnego pryszcza na plecach Voldemorta.
– Jest taki gruby, że ledwo wejdzie do kominka – mruknął Riddle. – Ty to zrobisz, Snape albo będziesz transmutował mi nos. Chyba nie muszę mówić z czego – zabrzmiał groźnie.
– Tak, tak, Czarny Panie – wybełkotał Severus. Z każdej, z każdej strony spotykały go tylko poniżenia!
Judith i Draco postanowili poczekać z otworzeniem swoich wyników do końca śniadania. Co prawda – według Malfoya – nie było ono za wybitne i na pewno jajka nie pochodziły od najlepszych kur, co chłopak zaznaczył głośno kilka razy podczas posiłku i za co – również kilka razy  dostał bardzo mocnego kopniaka w kostkę.
– To my pójdziemy na górę sprawdzić wyniki – burknął Ślizgon, odsuwając od siebie talerz z niesmakiem.
– Dziękujemy za śniadanie. Było pyszne! – zaszczebiotała dziewczyna i pobiegła po schodach do pokoju, który dzieliła z Ginny.
– Coś ty taka miła? – spytał Malfoy, siadając koło niej na łóżku.
– Darmowemu żarciu nie zagląda się w skład – stwierdziła i rozerwała kopertę. – Ej, a jak mam same T?
– Widziałem, że uczyłaś się z Granger, więc pewnie coś zdasz – powiedział niepewnie chłopak, wyciągając swój list z koperty. – Niemożliwe! Mam O z magicznych stworzeń! Cholerny Hagrid!
– A ja nie mam żadnego T ani O! ANI NAWET N! – zawołała radośnie dziewczyna i zaczęła się szaleńczo śmiać.
– Nie wiem, jak to zrobiłaś – burknął chłopak, patrząc z niezadowoleniem na swoje wyniki.
– Wyniki SUMów przyszły! – krzyknął Fred z szerokim uśmiechem, kiedy tylko zdyszana Sophie przekroczyła próg ich sklepu.
– CO?! WYNIKI SUMÓW?! NIGDY ICH NIE OTWORZĘ! – zaczęła histeryzować.
– Nie musisz ich otwierać…  zaczął mówić Fred.
– Tak, bo zrobiliśmy to za ciebie – stwierdził George i wyciągnął z kieszeni list.
– Jak bardzo źle jest?!  spytała histerycznie.
– Cóż, chyba na święta dostaniesz tylko rózgę  powiedział z kpiącym uśmiechem Fred i oparł się o biurko.
Dziewczyna wpatrywała się z przerażeniem w George'a, który beztrosko patrzył na kartkę.
– Masz T z historii magii! I z wróżbiarstwa! – zaczął się nabijać, a wściekła Sophie wyrwała mu list z ręki i sama zaczęła go studiować. – Jak mogłaś nie zdać z wróżbiarstwa, skoro byłaś pomocą Firenza? Chociaż nie jest tak źle... 
– Bo i tak masz lepszy wynik niż my obaj razem - skomentował Fred, robiąc krok w przód. - Ale myślimy...
– Że to niemożliwe, że dostałaś W z eliksirów! - zawołali jednocześnie. 
– A jednak – powiedziała z dumą dziewczyna, myśląc o wszystkich upokarzających Snape’a materiałach, które chowa w swojej torbie od Louisa Vuitton.
Zabini wpadł do gabinetu Charliego i zaczął mu machać kopertą przed twarzą.
– Dostałem wyniki z SUMów! Otwórz je za mnie, bo się boję – powiedział, a kiedy Weasley zabrał od niego kopertę, ten zakrył z udawaną obawą oczy.
– Masz same W! Gratulację! – powiedział z prawdziwym podziwem mężczyzna.
– Wiem! Jestem najlepszym uczniem w Hogwarcie!
– Jak to zrobiłeś? – spytał z powątpiewaniem Charlie. – Raczej nie stronisz od używek – mruknął, przypominając sobie o dziesięciu piersiówkach z Ognistą Whisky, które wczoraj skonfiskował Blaise’owi.
– A mam swoje sposoby! – odparł Zabini, przypominając sobie pewien wieczór w gabinecie Dumbledore’a. Bardzo, bardzo zły wieczór. – Wyślę kopię mamie, będzie dumna. To jaką dostanę nagrodę? – spytał.
– Pomyślimy nad tym – mruknął Charlie.
– Jak mogłaś dostać W z eliksirów, a ja P?! – Zaczął histeryzować Draco. – Przecież byłaś beznadziejna!
– Oj tam, od razu beznadziejna. – Przewróciła oczami Judith, ale przypomniała sobie wszystkie zielonkawe breje, które uwarzyła przez ostatnie pięć lat swojego życia. I to jak kiedyś z Sophie postanowiły wrzucić wszystko do eliksiru, żeby zobaczyć, co z niego wyjdzie. A później szorowały całą salę szczotką klozetową. Fakt, może ta ocena była trochę dziwna! – Ale chyba ktoś nie będzie kontynuował eliksirów w przyszłym roku…
– Oj przestań, Snape to wymyślił dla innych Domów. Ślizgonów przyjmuje nawet z Z – mruknął Malfoy, ale nadal wyglądał na poirytowanego. Nie miał ani jednego W i w dodatku masę Z. Nie wiedział, na jakie przedmioty uda mu się w ogóle zapisać w nadchodzącym roku – bo przecież nie będzie chodził na zielarstwo! – Czasami się cieszę, że mój ojciec jest w Azkabanie – dodał cicho.
Reszta dnia minęła dość spokojnie. Dziewczyny wymieniły sowy, chwaląc się swoimi wynikami w nauce i obgadując swoich facetów. Judith nie wspomniała nic o wydarzeniach w Malfoy Manor ani o tym, że przebywa w Norze, a Sophie nie powiedziała, że Snape ich szukał. W końcu po co rozpowiadać stare plotki?
Malfoy za to napisał długi i wylewny list do Voldemorta, w którym tłumaczył się ze swojego zachowania, które miało wkupić go w łaski Pottera. Przez cały dzień nie dostał odpowiedzi od Czarnego Pana, przez co chodził poirytowany i wystraszony. Fred i George rozkładali do późnego wieczora towar na półkach, co tak znudziło Sophie, że postanowiła wyjść i załatwić coś naprawdę specjalnego na nocną audycję Jordana – i w tym celu udała się wprost do Londynu!
– W końcu! – zawołał następnego dnia Malfoy, wyrywając sowie ze szponów list. Przeczytał go szybko i z wielką ulgą opadł na łóżko. – Uratowany!
– Kto napisał? – spytała Judith, która właśnie przebierała Pana Wąsika w różowe tutu.
– Mama, mówiła, że możemy jeszcze trochę zostać i że cieszy się z wyników SUMów – skłamał. – Co ty robisz temu kotu?
– Chcę wystawić Jezioro Łabędzi – odpowiedziała całkiem serio, wpychając Pulpeta w obcisłe, czarne legginsy.
– Hmm… to ja się może przejdę na Pokątną – stwierdził chłopak, patrząc z przerażeniem na swoją dziewczynę.
– Poczekaj! Też miałam iść – przypomniała sobie. – Weasleyowie otwierają dzisiaj sklep. Wszyscy pójdziemy!
– Super – stwierdził kwaśno Ślizgon, z wściekłością zrzucając Puszka ze swojej poduszki.
Sophie weszła dumnie do radia, niosąc dziwne pudełko pod pachą. Cóż, nie było go łatwo znaleźć i nie była to najtańsza sprawa, ale wystarczył jeden list do tatusia, by ten pomógł jej we wszystkim. W końcu jest jego jedyną córką!
– Dzisiaj przeprowadzisz wywiad z Nimfadorą Tonks – oznajmił jej Jordan, nie podnosząc wzroku znad konsoli.
– Mam o wiele lepszy pomysł – prychnęła Sophie, spychając go z miejsca i stawiając na biurku tajemnicze pudełko.
– Za dużo się nawdychałaś lakieru do paznokci czy co? – spytał się Lee z lekkim poirytowaniem, chociaż misternie zdobione pudełko przykuło jego uwagę. Pulsowało od niego dziwną energią. Wyciągał już rękę, by je dotknąć, ale dostał po palcach.
– Nie dotykaj! – wysyczała Sophie. – Kosztowało mnie to więcej pieniędzy niż cała twoja rodzina miała! Wliczając w to kilkanaście pokoleń wstecz! – mruknęła, głaszcząc z namaszczeniem drewno.
– Jak zwykle urocza – odparł kwaśno chłopak.
– Będziesz mi dziękował za dzisiejszą audycję! – pisnęła Sophie, nie słuchając już Lee. Drżącymi rękoma otworzyła pudełko, z którego… wyfrunął duch!
– Czemu nie dacie się człowiekowi wyspać? – mruknął duch, poprawiając swoje przetłuszczone, blond włosy.
– Lee, przedstawiam ci naszego gościa – zaczęła Sophie z dzikim podnieceniem w głosie – Kurt Cobain w pierwszej audycji po śmierci!
– Jak ci się to udało? – spytał Lee, który z trudem zamknął usta. Musiał przyznać, że był pod wrażeniem i po raz pierwszy miał ochotę objąć dziewczynę, a nie ją zamordować! Duch podleciał do gitary w kącie i próbował ją nieudolnie złapać.
– Każdy ma swoje sposoby – stwierdziła Meyers, a w jej oczach zalśniło szaleństwo.
– Martwię się o nich! Nie wydaje mi się, żeby ten sklep był dobrym pomysłem – powiedziała pani Weasley, kiedy wszyscy szykowali się do podróży siecią Fiuu.
– No nie wiem, w Hogwarcie raczej wszyscy łasili się na te ich wynalazki – mruknął Ron, któremu nadal obecność Malfoya w jego domu przeszkadzała. Bardzo.
– Czemu w ogóle tam idziemy? – syknął Draco na ucho Judith. – Musimy kiedyś wrócić do mojego domu!
– Oj tam, oj tam, nie przesadzaj! – Machnęła ręką Judith. – To w końcu otwarcie sklepu chłopaka mojej przyjaciółki! Muszę tam być!
- Och, ta dziewczynka jest twoją przyjaciółką? Wydawała się bardzo miła, aż dziwię się… Fred naprawdę miał kiepskie wyniki z egzaminów – powiedziała Molly, a wszyscy tylko popatrzyli na siebie znacząco. Tak, z pewnością Sophie była bardzo miła, dopóki nie otworzyła ust.
– No to w drogę! – zawołał Arthur i po chwili wszyscy znaleźli się na Pokątnej.
– Wow, jak im się to udało? – zdziwiła się Judith, patrząc na wielki, ruchomy szyld nad sklepem. Po dawnej ruinie nie został nawet ślad – budynek wyglądał naprawdę imponująco.
– Pewnie ukradli, bo skąd mieliby kasę – stwierdził Draco, kierując się zasadą, że każdy rudy to złodziej.
– Oddałem im nagrodę z Turnieju Trójmagicznego – wtrącił się Harry. – Może skończycie pierdolić i wejdziemy do środka? – powiedział beztrosko i zaczął przepychać się do wejścia – Z DROGI, PLEBSIE! TU POTTER IDZIE!
– Co mu się stało? – zdziwiła się Judith.
– Magia – odpowiedziała Ginny, tajemniczo się uśmiechając.
– Czemu George jest taki naburmuszony? – spytała Sophie, która dokładała właśnie eliksir miłości na półki. Była z tego powodu bardzo niezadowolona, w końcu spędziła całą poprzednią noc w radiu, a jej audycja była prawdziwym hitem! Co prawda Kurt do samego końca nie wiedział gdzie jest ani co się z nim dzieje, jednak nic jej to nie przeszkadzało! Telefony nie przestawały dzwonić, słuchacze zabijali się wręcz, by choć przez chwilę porozmawiać ze swoim zmarłym idolem, który – jak się udało jej dowiedzieć – był charłakiem! A Fred nawet nie wiedział, kim był Kurt Cobain i poprosił ją znowu o pomoc! W dodatku nikt nie skomentował jej nowych butów od Louboutin. Co prawda były bardzo wysokie i jeszcze bardziej niewygodne, ale liczył się jej wystrzałowy wygląd! Przynajmniej na pocieszenie, pod łóżkiem, miała schowane pudełko z duszą Kurta Cobaina.
– Angelina przyjedzie dopiero jutro – odpowiedział beznamiętnie Fred. – George się wkurzył, że nie będzie jej na naszej imprezie.
– Ach, tak, impreza – mruknęła pod nosem Meyers. Coś jej mówili o imprezie. Coś w stylu „bla bla bla, skoro umiesz zrobić to lepiej, bla bla bla, załatw żarcie, alkohol, bla bla bla,  zarezerwuj salę”. Przełknęła głośno ślinę, zdając sobie sprawę z tego, że jak Fred się dowie o tym, że nic nie zrobiła, będzie na nią krzyczeć. – Muszę iść na górę! – zawołała i pobiegła do mieszkania.
– Ile tu hołoty – stwierdził Draco z obrzydzeniem. W całym sklepie było naprawdę dużo osób, głównie w przedziale wiekowym dziesięć, piętnaście lat.
– Myślisz, że jest coś co spodobałoby się moim kotom? – spytała się podniecona Judith.
– Może to? – Malfoy pokazał na Zębate Frisby.
– Oszalałeś? Jeszcze by się im coś stało!
– Och, a naprawdę tego nie chcemy! – powiedział z przekąsem Malfoy, postanawiając, że zakupi kilka sztuk tej zabawki.
Do sklepu nagle wpadła Sophie. Podbiegła do Rhodes, złapała ją za ramiona i wrzasnęła:
– Judith! Musisz mi pomóc!
– Jasne – odpowiedziała bez chwili zawahania.
– Hej, a co ze mną? Nie zostawiaj mnie w tym burdelu! – zawołał Draco. Jakieś dziewczyny, na oko około dwunastoletnie, stały przy eliksirach miłości, patrzyły się na Ślizgona i dziko chichotały.
– Właściwie każda para rąk się przyda do pomocy – stwierdziła Sophie i zaciągnęła parę do mieszkania. – Judith, ty gotuj – rozkazała. Jednak, by znaleźć zajęcie dla Dracona, musiała się chwilę zastanowić. W końcu tak jak ona był z bogatej rodziny i nic nie umiał robić. – Ty możesz dmuchać balony – zdecydowała w końcu.
– Ale po co? – spytał Draco zaczepnie.
– Miałam zorganizować imprezę i zapomniałam! Pomóżcie mi!
– Głupie szlamy – mruknął pod nosem Ślizgon i krótko zagwizdał. Po chwili w mieszkaniu Weasleyów pojawiło się szesnaście skrzatów. – Niech one ci dmuchają balony – rzekł i usiadł na kanapie, kładąc nogi na plecach jednego ze skrzatów.
– W sumie… a kto może kupić alkohol, skoro jesteśmy niepełnoletni… - zaczęła zastanawiać się Sophie. – O, już mam! – wykrzyknęła i po chwili zniknęła w kominku. Za sekundę wróciła z Severusem Snapem, który miał łzy w oczach.
– Eeee… Jak go znalazłaś? I w ogóle CZEMU ZE WSZYSTKICH PEŁNOLETNICH CZARODZIEJÓW AKURAT ON? Czemu nie twój chłopak, który jest piętro niżej?! – wykrzyczała Judith.
– Pst, dowie się, że nic nie zrobiłam! – powiedziała maniakalnym szeptem Sophie.
– Na Merlina, nawet Artur Weasley byłby lepszym pomysłem! Chociaż jest tak głupi, że nie wiem czy znalazłby drogę do sklepu… – skomentował Draco, machając Snape’owi. – Dostałem P z Eliksirów. Już chyba nie będziemy się lubić!
– JA OSOBIŚCIE dostałam W z Eliksirów i pan profesor Snape chce teraz mnie ciągle nadzorować, żebym nie straciła swojego talentu – trajkotała Meyers. – A tak w ogóle to was szukał, żeby was przyprowadzić, jak on tam ma… Sami-wiecie-komu– powiedziała obojętnie.
– CO?! – Wystraszył się Malfoy.
– Wasza głupota i impertynencja jest załamująca – oznajmił im lodowato Snape. – Zgodziłem się tutaj przyjść, żeby przyprowadzić was do rezydencji Malfoy Manor…
– Wujaszku Snape, najpierw impreza! – zawołała Sophie i zaśmiała się.
– NIE JESTEM ŻADNYM TWOIM WUJASZKIEM. Wracając do głównego wątku tej rozmowy, tak, najpierw uwarzę wysokoprocentowe eliksiry, żebyście umarli i nie dręczyli mnie więcej swoim jestestwem – stwierdził zimno Severus.
– Ale super, wyślę zaproszenie Zabiniemu! – Klasnął w dłonie Malfoy i chwycił za pergamin.
– A ja zaproszę… Kto jest w tej szkole… - zaczęła zastanawiać się Sophie, za której plecami Snape zaczął przygotowywać wywar z grobową miną.
– KOOOTY! – zawołała szaleńczo Judith.
– Mam alergię, idiotko – wycedził Snape.
– A pan profesor też będzie na imprezie? – zdziwiła się Rhodes, a Mistrz Eliksirów prawie zabił ją wzrokiem.
– OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! CO TO ZA IMPREZA BEZ PROFESORA? – krzyknęła Sophie.
– Judith, tak sobie myślałem, że może koty zostaną w Norze, co? – spytał delikatnie Malfoy.
– Ciemu? – Dziewczyna zaczęła się zalewać łzami. Jak mogła porzucić swoje słodkie pyszczki?!
– Bo tam jest im lepiej! Widziałaś jak Puszek i Pulpet ze szczęściem rozrywali gnomy?
– Właściwie masz rację – zachlipała. – Ale Pan Wąsik zostaje ze mną!
Z desperacji Sophie postanowiła zorganizować imprezę na dachu sklepu Weasleyów. W końcu w mugolskich filmach zawsze najlepsze imprezy były na dachu. Po uwarzeniu przez Snape’a ponad stu litrów bardzo mocnego samogonu, dziewczyna zmusiła go do wyczarowania kolorowych latarni oraz stolików. Przez moment czuła się jak prawdziwa Królowa Marionetek!
– Z czego się śmiejesz? – spytał Draco, próbując samogonu z miną rasowego znawcy.
– Z niczego! – ucięła dziewczyna, wyobrażając sobie, że prowadzi Snape’a na smyczy. Poczuła dziwne podniecenie na tą myśl, co spowodowało u niej lekką panikę.
Nie znając właściwie zbyt wielu znajomych Weasleyów – oprócz Lee Jordana – postanowiła zaprosić wszystkich z magicznego notesu Freda, który był zatytułowany Zakon Feniksa. Co za durna nazwa! Kiedy zaczęli zlatywać goście na chwilę zwątpiła w swój związek z Fredem – przyleciały same stare i dziwne osoby! Oprócz Dumbledore’a, Hagrida i McGonagall, pojawił się też Alastor Moody, który nie zaszczycając towarzystwa nawet spojrzeniem, od razu ruszył w kierunku butelek z alkoholem. Pojawiła się też jakaś dziwna laska z kolorowymi włosami (Sophie coś świtało, że chyba powinna ją kojarzyć, ale jakoś nie mogła sobie przypomnieć), a także Francuzka, która brała udział w Turnieju Trójmagicznym. Patrząc na kolejnych nadlatujących gości, Sophie zwątpiła w udanie się tej imprezy. Może Snape powinien jeszcze dorobić trochę alkoholu? – Zastanowiła się.
– Ale ten twój facet ma przychlastanych znajomych – stwierdził Draco, już lekko podpity.
– Nie jestem pewna, czy takie słowo istnieje, Malfoy – odpowiedziała mu Meyers, jednak w duchu musiała przyznać mu rację.
Nagle spojrzenia wszystkich gości skierowały się w niebo – oto na przeogromnym smoku, Rogogonie Węgierskim, leciał chłopak o ciemnej skórze, który obejmował kurczowo innego mężczyznę o ognistorudych włosach. Kiedy wylądowali na ziemi, Zabini sprawnie zeskoczył – był ubrany w biały garnitur i miał na nosie okulary.
– Aloha! – zawołał do wszystkich przybyłych, tymczasem smok zaczął szaleć – cóż, to w końcu była najbardziej agresywna rasa. Wreszcie Moody rzucił na niego jakieś dziwne zaklęcie i odleciał.
– Och, jak ja biedny wrócę do Rumunii! – Pokręcił głową Blaise i od razu nalał sobie samogonu do wiadra, która ze sobą przywiózł, po czym wsadził do niego słomkę. – Wreszcie! Nie piłem od trzydziestu godzin!
– Jak… Zabini, już nawet nie będę komentował faktu, że nosisz okulary, kiedy jest noc i pijesz samogon z wiadra, ale na Merlina, jak on… Jak on się zgodził ciebie tutaj przywieźć? – spytał Malfoy.
– RZUCIŁ NA MNIE IMPERIUSA! –zawołał rozpaczliwie Charlie i czuł, że musi się napić. Jego kochanek – czy jakkolwiek można było to nazwać – był niebezpiecznym psychopatą.
– Zaraz tam Imperiusa! Zaraz tam Imperiusa! – Przewrócił oczami Zabini. 
– Ej, Zabini, nie można czarować poza szkołą. Dostałam grzywnę – mruknęła Sophie. – Tym bardziej Zaklęć Niewybaczalnych…
– Ej, ALBUSIE! – zawołał Blaise i starszy czarodziej popatrzył w jego kierunku. – Mój ulubiony dyrektorze, przez przypadek w łazience wymsknęło mi się z ust zaklęcie Imperius. Moja gumowa kaczuszka nie chciała przypłynąć w moją stronę…
– Och, to całkowicie zrozumiałe, Blaise. Gumowe kaczuszki bywają kapryśne. Oczywiście, że nie poniesiesz za to żadnych konsekwencji! – odpowiedział mu wesoło Dumbledore i wrócił do picia bimbru.
– Ja pierdolę – skomentowała lakonicznie Judith, uderzając się otwartą dłonią w czoło.
Severus Snape nie bawił się dobrze. Nie żeby kiedykolwiek bawił się dobrze, kiedy musiał wyjść z lochów – ale teraz bawił się fatalnie! Nikt się nawet do niego nie odzywał, Dumbledore nie powiedział mu „cześć” i tylko nalewał ludziom bimber jak jakiś pospolity… Sługus! Niech to Merlin kopnie! Z bardziej grobową miną niż zwykle zaczął pić wysokoprocentowy napój i powoli się uspokajał.
– Snape! Co ty tutaj robisz? – wyszczerzyła się do niego czarownica, w której z łatwością rozpoznał Nimfadorę Tonks. Nienawidził jej. Była jeszcze głupsza niż wszyscy, których znał! Co za idiotka – jęczało aż wnętrze Severusa, ale zdobył się jednak na uprzejmość. Powiedział:
– Nie twoja sprawa.
– Nalejesz mi trochę…
– Sama sobie nalej, Nim-fa-do-ro! – powiedział lekko podpity już Snape i prawie miał jej pokazać język, ale stwierdził, że do jego stanowiska i wieku to nie pasowało. Cóż, warzenie samogonu na imprezie Weasleyów chyba też nie.
– Ale z ciebie dżentelmen! – Przewróciła oczami Nimfadora i sama napełniła sobie szklankę. – I nie mów tak do mnie! Do nikogo nie mówisz po imieniu, czemu mam się czuć wyróżniona? – spytała, czekając, aż Snape powie jej, że jest takie piękne albo coś w tym stylu, ale Severus wycedził – co było trudne, bo dostał szczękościsku:
– Bo jest strasznie głupie, więc całkiem pasuje do jego właścicielki.
– Sophie, dziękujemy za imprezę… - zaczął mówić Fred.
– Tak, bardzo, ale zaprosiłaś strasznie dziwnych ludzi! Co tutaj robi Snape? – spytał ze strachem George.
– Oj, dajcie spokój, to nie Snape, uwarzyłam Eliksir Wielosokowy i podałam go barmanowi, żeby było zabawnie. Pamiętacie, mam W z Eliksirów, dla mnie to drobnostka! – zawołała i zaśmiała się z zakłopotaniem.
– A Dumbledore?! MCGONAGALL? - George dalej rozglądał się z przerażeniem.
– A… Chyba ktoś się za nich przebrał – odparła niepewnie Meyers.
– O jest wila! – Uśmiechnął się Fred i przygładził włosy.
– Kurwa, Fred, nie wiesz, że wile odgryzają głowy podczas seksu w czasie orgazmu? – spytała Sophie z poważną miną i przyciągnęła do siebie Lunę Lovegood. – PRAWDA, LUNA?
– Tak i wypijają całe nasienie. Nigdy nie można już być usatysfakcjonowanym podczas stosunku – powiedziała sennym głosem Krukonka.
– Możesz ją wyprosić? – spytał przerażony George, a Luna tylko machnęła głową i podeszła do wili.
– To co, kolejeczka? – zawołała Sophie, podając bliźniakom literatki, które były wypełnione po brzegi alkoholem.
Wszyscy się na mnie dziwnie patrzą – mruknął Malfoy.
– Może dlatego, że spod rękawa wychodzi ci Mroczny Znak – stwierdził Zabini, pociągając głośno ze słomki.
– Jaki Mroczny Znak? – Zaśmiał się nerwowo Ślizgon. – Kupiłem go w kiosku, jest zmywalny.
Impreza trwała w najlepsze. Wszyscy szybko się upili, a szczególnie profesor Snape, który założył sobie na twarz dziwną maskę ze szpiczastymi uszami i mówił coś o tym, że zgubił swój Batmobile.
– To całkiem urocze, wygląda jak kotek – stwierdziła Judith, która chwiała się już mocno na krześle.
– To ja jestem uroczy i wyglądam jak kotek! – zawołał Draco z oburzeniem, który specjalnie dla dziewczyny przebrał się za wielkiego różowego kota z dzwoneczkiem na szyi.
Jednak kiedy Tonks zmieniła kolor swoich włosów na czerwony, a szatę transmutowała w zielony, krótki kostium z gorsetem, zaczęło się robić naprawdę dziwnie.
W pewnym momencie Alastor Moody zerwał się ze swojego miejsca i dziko krzycząc coś o nalocie Voldemorta, strzelił kilka klątw w niebo i spadł z dachu. Wszyscy podbiegli do gzymsu, jednak widząc, że Szalonooki dalej się rusza, wrócili do imprezowania.
Tymczasem Hermiona Jane Granger po wypiciu dwóch kieliszków bimbru tańczyła w samej bieliźnie na stole – to nie umknęło uwadze Sophie, która chwyciła za aparat i zaczęła coś bełkotać o tym, że ma materiał do kolejnych „Nowin Hogwartu”. Harry Potter natomiast wrzucił swoje okulary do kotła z samogonem i cóż, Severus Snape stwierdził, że nie ma zamiaru ich wyciągać, śmiejąc się przy tym jak szaleniec. Ron Weasley zasnął koło stołu, przytulając się do Neville’a Longbottoma, który – kiedy zobaczył swojego nauczyciela od Eliksirów – wypił na raz dwie szklanki alkoholu i po tym padł nieprzytomny na ziemię. Tymczasem Blaise Zabini wypatrywał swojego ulubieńca w tłumie i kiedy zobaczył, że Charlie Weasley OŚMIELA się rozmawiać z Lee Jordanem, wycelował różdżką w przyjaciela braci Weasley i powiedział:
– Av…
Jednak niedane mu było dokończyć, bo Charlie złapał go z udawanym śmiechem za szatę i odciągnął na bok.
Impreza niewątpliwie nie należała do najspokojniejszych i najnormalniejszych! Ale najgorsze miało się zdarzyć dopiero rano – kiedy wszyscy skacowani mieli obudzić się w takich konfiguracjach, o jakich nie śniło się samemu Merlinowi!
– Jestem tak pijany, że nie wiem, gdzie jest moje łóżko – odparł zmarnowany Fred, kiedy usiłował wejść na górę.
– Jestem tak pijana, że jak pójdę do radia, to nadal będę pijana – odparła Sophie.
– Jestem tak pijany, że nie wiem, gdzie jest toaleta.
– Jestem tak pijana, że wydaje mi się, że widzę cię podwójnie!
– Ej, ja tesz tutaj jestfem! – zawołał George.
– Dobra… Jestem tak pijana, że zapomniałam, że masz brata bliźniaka!
W trójkę weszli – a w zasadzie doczłapali – do salonu.
– Ale nie jestem tak pijana, żeby... – Sophie podeszła do Freda i zaczęła szeptać mu coś do ucha, co wprowadziło go w iście szampański nastrój!
         – Przestańcie… Angelina nie przyjechała… Straciłem seeens swojego życia! – nagle wyjęczał bardzo pijanym głosem George. Fred i Sophie popatrzyli na niego – George zawiesił głową i gibał się na różne strony. 
           Nagle Sophie odeszła od Freda i popatrzyła na George'a – wyrwała mu z ręki butelkę z Ognistą Whisky i wzięła sążnistego łyka. Bacznie zaczęła przyglądać się bliźniakom, chociaż była tak pijana, że stanowiło to dla niej nie lada wyzwanie – zwróciła uwagę na to, że obydwaj mają szerokie ramiona i są świetnie zbudowani, i tacy przystojni... 
– W sumie... Jestem tak pijana, że mam ochotę na was obydwu! – wymruczała niespodziewanie, a Weasleyowie popatrzyli na nią nieprzytomnie.
– Mowy nie ma! Nie, nie, nie! Nie podzielę się tobą! – powiedział stanowczo Fred, kładąc rękę na jej ramieniu. 
– Tsemu Fred, mówiłeś, że jest fhantastyczna w łóżku! – zawołał z pretensją w głosie George, któremu ten pomysł nagle bardzo się spodobał – chociaż nawet nie wiedział czemu.
            
– Naprawdę tak mówił? Ale to słodkie! – zawołała Sophie, chociaż normalne za podobny komentarz raczej miałaby ochotę zamordować swojego chłopaka. – No Fred, zgódź się! Będzie fajnie! – powiedziała nieskładnie i uwiesiła mu się na szyi. 
– No nie wiem. – Fred przystanął i próbował pomyśleć. Nie, nie udało mu się pomyśleć. W zasadzie ledwo udawało mu się ustać, bo wszystko wokół wirowało. Ciężko westchnął i wyrwał z rąk Sophii butelkę Ognistej – wziął łyka i odstawił ją na bok. Jednak trunek bynajmniej jego umysłu nie rozjaśnił – teraz czuł tylko, że jest mu niedobrze i ma niewątpliwie ochotę na seks, a jakiekolwiek myśli nie zatrzymywały się w jego głowie. Nagle chwycił Sophie i – wyjątkowo agresywnie – pocałował ją. Widząc w tle George'a, który przyglądał im się z zazdrością, niespodziewanie przysunął Meyers do swojego brata. George’owi wydawało się już, że Sophie chyba też ma bliźniaczkę i próbował chwycić powietrze w ręce, po czym wystawił język w eter, ale dziewczyna sprowadziła go na właściwy tor, złapała za szatę i przyciągnęła do siebie – całowali się przez dobrą minutę, a Fred przyglądał im się, ledwo utrzymując pion – jego dziewczyna i brat wyglądali dla niego jak rozmyta plama. Wreszcie odciągnął Meyers i zaniósł ją na łóżko. 
Dziewczyna momentalnie zrzuciła z siebie szatę i oparła się o poduszki. Pokój wirował tak mocno, że musiała trzymać się oparcia, żeby nie spaść z łóżka. 
– Zazwyczaj się tak szybko nie rozbierasz! – powiedział Fred, chociaż nikt nie zrozumiał tego, co wybełkotał. Sam błyskawicznie zaczął rozpinać guziki. George upadł twarzą w poduszkę, jednak Fred – jak na dobrego brata przystało – zaczął pomagać mu w zdejmowaniu ubrań, a przynajmniej odzieży wierzchniej! 
– Masz fhantastyczne ciało! – Czknął George, który czołgał się po łóżku. Patrzył na dziewczynę swojego brata i przybliżył się do niej – wreszcie dopełzał do jej lewego boku i zatrzymał wzrok na jej nogach. Fred usiadł z drugiej strony i złapał ją za kolano. Sophie objęła na raz obydwu Weasleyów, aż w końcu odwróciła twarz w stronę Freda i pocałowała go. Kiedy całowała George’a, Fred trzymał ją mocno za włosy, a kiedy zbliżała się znowu do Freda, George – nie wiadomo czy przez alkohol, czy przez całą niecodzienność tej sytuacji – nieporadnie gładził jej ramię.
– Ja będę pieeeelwszy! – Fred zerwał się z łóżka po kilku minutach.
– To ja posfedze – wybełkotał George.
– W ogóle nie MYSFLICIE! Nicf a nicf! – krzyknęła Sophie i założyła rękę na rękę, co - biorąc pod uwagę, że nie miała stanika – przyciągnęło spojrzenie obydwu Weasleyów.
– Ale o tcym? – spytał Fred, któremu język też już zaczął się plątać i jeszcze intensywniej wbił wzrok w biust Sophie. Wydawało mu się, że wokół niego wybuchają fajerwerki.
– Fred, skupfff się! Przeciesz moszzecie to robppić jednocześnie! – zawołała Sophie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
– Anfo tak, nie pomysflałem, ale ze mnie debil! – odparł Fred, kręcąc głową z zażenowania nad własną głupotą.
– No straszni z nas idioci! – powiedział George, wyjątkowo nie bełkocząc, i – co prawda z trudem – ale w końcu wstał i jedną ręką oparł się o łóżko.
– Dobra Sophie… – mruknął jeden z Weasleyów, kładąc rękę na jej plecach. 
– Koniec gadania! 
Usłyszała za sobą, ale – cóż – nie miała już szansy dowiedzieć się, kto wypowiedział które zdanie, bo oba głosy zlały się w jeden. 


W następnym rozdziale:
CZY DOSZŁO DO TRÓJKĄTA?
CZY MALFOY POSTANOWIŁ ZMIENIĆ WIZERUNEK?
CO TO ZA IMPREZA BEZ PROFESORA?
CZY KIEDYKOLWIEK BLAISE WYTRZEŹWIEJE?
CZY KIEDYKOLWIEK DUSZA KURTA COBAINA ZAZNA SPOKOJU?
CZY MOŻE BYĆ JESZCZE GORZEJ?
Na te i na wiele więcej pytań znajdziecie odpowiedzi już w następnym rozdziale, który zostanie opublikowany 18 grudnia  wyjaśnienie i trochę przesłodzonego gadania znajdziecie poniżej! 



Tak oto kończymy TOM PIERWSZY. Mamy nadzieję, że Was nie zdemoralizowałyśmy! Tom drugi rozpocznie się oficjalnie 18 grudnia – natomiast 11 grudnia mamy dla Was minidodatek pod roboczym tytułem Blaise Zabini ocenia! Mamy nadzieję, że Wam się spodoba!
Z tej okazji dziękujemy także wszystkim za komentarze  od początku bloga jest ich naprawdę dużo, więc trudno tutaj wyróżnić wszystkie osoby z nicków  ale dziękujemy Nexusy Kasai za to, że jest z nami od początku i komentuje skrupulatnie każdy rozdział. Dziękujemy też wszystkim innym komentatorom! Jesteście wspaniali! A nawet dziękujemy za wiadomą dyskusję pod pierwszymi wpisami – sprawiła nam dużo niezdrowej przyjemności!
Tom drugi będzie miał więcej rozdziałów i czeka Was PRAWDZIWA KARUZELA ŚMIECHU – a może raczej absurdu lub obrzydzenia?! Kto wie?! Jeśli lubicie horrory, to na pewno  przypadnie Wam do gustu! 
Zachęcamy do komentowania – wiemy, że nie zawsze jest czas, nie zawsze jest ochota, ale myślimy, że warto wyrazić zdanie, jeśli czytacie – szczególnie że nie wykluczamy, że coś zmienimy, jeśli czyjaś uwaga będzie konstruktywna. Ciekawi nas, czy odpowiada Wam np. dzień publikacji i czy długość rozdziałów jest w porządku (zaznaczę od razu, że myślimy o krótszych rozdziałach – nie dłuższych)? Co was wkurza, co Wam się podoba? Czy chcielibyście poczytać o jakichś konkretnych paringach, motywach? Jakieś sugestie – mniej seksu, więcej Quidditcha?! Naprawdę chętnie Was wysłuchamy! Także proszę KOMENTOWAĆ! 
Nie chcemy być też niemiłe (dobrze, Boom chce być niemiła), ale myślę, że jednozdaniowe komentarze (w stylu „Cudny rozdział, czekam do piątku!!!!111one” wywołują u mnie napad agresji i mogę zacząć gryźć! - Boom) można sobie odpuścić. Nasze rozdziały są długie – i jeśli ktoś wyraża taką opinię, jakby nie przeczytał ani jednego zdania, to czujemy się trochę zignorowane. Zatem już lepiej nic nie piszcie, skoro nie macie nic ciekawego do przekazania.

Bądźcie z nami!
Pozdrawiamy
Boom Boom & Rich B.


 cat trippy pizza space psychedelic